Przede mną cała Ameryka

Przed wyruszeniem w trasę

Przed wyruszeniem w trasę

Jest poranek, pierwszy dzień Marca 2013. Wczoraj wieczorem dotarłem do San Francisco i spędziłem swoją pierwszą noc na amerykańskiej ziemi w położonym nieopodal lotniska motelu Travelodge. Rozpakowałem bagaże, wyjąłem rower z pudełka, poskładałem go w całość, przygotowałem sakwy i upewniłem się, że wszystko jest gotowe do drogi. Mam czas do godziny 11, żeby opuścić motel. Po miesiącach przemyśleń, przygotowań i marzeń nastapił ten moment – przede mną cała Ameryka.

Przed wyjazdem miałem kilka znaczących pytań, które stały się jednymi z najważniejszych czynników motywujących mnie do wyruszenia w trasę: Jak będzie wyglądać ta wyprawa? Jakim krajem okaże się “wielka Ameryka”, państwo, które jest obecnie najwiekszą potęgą gospodarczą i polityczną na świecie? Jacy będą ludzie, którzy uważają się za najlepszy naród na świecie? Czy plan się powiedzie? Czy uda się przejechać wszystkie stany, które chciałbym odwiedzić i dotrzeć do Nowego Jorku, końcowego punktu tej wyprawy. Mimo przygotowań przed wyjazdem niemożliwym jest przewidzenie co stanie się w czasie podróży. Z jednej strony wiele zaplanowałem, ale, z drugiej strony zostawiłem wiele kwestii otwartych, bo plan zawsze można zmienić i podróż może zweryfikować wszelkie, nawet najskrupulatniejsze przygotowania.

Czas ruszać, wszystko spakowane, gotowe do drogi. Dla upewnienia się, że te pierwsze metry i kilometry przebiegną pomyślnie kilkakrotnie sprawdzam mapę, wychodzę na ulicę przed motelem, żeby zobaczyć pierwsze skrzyżowanie, pierwszy zakręt, pierwsze światła drogowe i pierwszy odcinek asfaltu, którym pojadę do centrum jednego z najciekawszych amerykańskich miast, San Francisco, gdzie spędzę następne kilka dni. Podróż przez Stany Zjednoczone właśnie się zaczęła…

<< Poprzedni WpisNastępny Wpis >>