Lotnisko O'Hare w Chicago

Lot do San Fancisco z przesiadką w Chicago

Na lotnisku w Dublinie

Na lotnisku w Dublinie

Po długich przygotowaniach i przemyśleniach nadszedł 28 Lutego, dzień wylotu do Stanów Zjednoczonych. Bagaż składał się z trzech części – największego pudełka, w którym był rower; torby z zapakowanymi sakwami rowerowymi w środku i torba na bagażnik tylny jako bagaż podręczny. Mój dobry kumpel Tomek pomógł mi wynieść wszystko z mieszkania w Dublinie i zawiózł mnie prosto na lotnisko. Linie lotnicze zalecały przyjazd około cztery godziny przed wylotem, więc byliśmy na lotnisku już o 9 rano. Okazało się, że to było tak bardzo ostrożnie, bo było jeszcze mnóstwo czasu, żeby odprawić bagaż główny i zawieźć pudełko z rowerem w środku do osobnego punktu odpraw, znajdującego się kilkadziesiąt metrów dalej. Irlandia jest jedynym krajem, gdzie amerykańska kontrola imigracyjna odbywa się przed wylotem. Nadszedł moment, którego obawia się nie jeden, kto nasłuchał się historii o ludziach zawracanych z amerykańskich granic, na podstawie podejrzenia, że celem ich podróży jest praca na czarno. Dano mi dwa formularze do wypełnienia – deklarcję celną i formularz wjazdowy, jako że miałem wizę. Po wypełnieniu formularza udałem się w kierunku kontroli imigracyjnej. Nie dało się ukryć, że przesłuchanie przez ponurą urzędniczkę celną miało na celu sprawdzenie czy jadę do USA pracować na czarno. Jakoś przebrnąłem przez gąszcz dociekliwych pytań, a nawet wyciągnąłem wydruk mojej planowanej trasy dla rozwiania wszelkich wątpliwości. Na koniec jeszcze przyłożenie palców dłoni w celu sprawdzenia linii papilarnych, które Amerykanie mają w swoich komputerach od czasu, kiedy starałem się o wizę w ambasadzie, zdjęcie i kilka pytań o to co mam w swoich bagażach. W końcu dostałem kartkę w paszporcie i pieczątkę ważną do 27 Sierpnia 2013.

Kid Rock - Born Free

Kid Rock – Born Free

Na pokładzie muzyka odpowiednia do sytuacji – Kid Rock “Born Free” (Urodzony Wolnym). Był jeszcze bardzo dobry wybór muzyki country, który ułatwiał wczucie się w atmosferę amerykańskiej wyprawy.

Widok na wschodnią cześć prowincji Quebec w Kanadzie

Widok na wschodnią cześć prowincji Quebec w Kanadzie

W połowie lotu zasnąłem na chwilę, ale kiedy się przebudziłem moim oczom ukazała się nieprawdopodobna przestrzeń, zamarznięty ląd pokryty śniegiem poprzecinany gdzieniegdzie rzekami skutymi lodem – to Kanada. Ekran informacyjny przed moim fotelem pokazywał, że właśnie przelatujemy nad wschodnią częścią prowincji Quebec. Krajobraz nie zmieniał się aż do momentu, kiedy widok zasłoniły chmury. Szkoda, bo samolot leciał jeszcze nad okolicami Montrealu i Toronto.

Lądowanie w Chicago zimowym popołudniem

Lądowanie w Chicago zimowym popołudniem

Lot irlandzkimi liniami Aerlingus do San Francisco odbywał się z przesiadką w Chicago, skąd leciało się już liniami United. Czas trwania lotu z Dublina do Chicago to niewiele ponad siedem godzin, a z uwzględnieniem różnicy stref czasowych to tylko ponad dwie godziny – wylot o 13.00 a przylot po 15.00. Na lotnisku w Chicago miałem prawie trzy godziny czasu, a sam lot Chicago – San Francisco to cztery godziny.

Lotnisko O'Hare w Chicago

Lotnisko O’Hare w Chicago

Samolot wylądował w San Francisco o 20.13, kiedy z mikrofonów rozległ się typowo amerykansky głos kapitana “welcome to San Francisco”. Odebrałem bagaże, znalazłem miejsce, skąd odjeżdżał autobus w kierunku motelu, który zarezerwowałem na pierwszą noc i około godziny 22.00 czasu lokalnego byłem na miejscu. Podróż przez USA właśnie się rozpoczęła…

<< Poprzedni WpisNastępny Wpis >>